Pershie
Obudziłam się. Poniedziałek, piąta rano.
-Dlaczego budzę się tak wcześnie do cholery!? - zirytowana popatrzyłam na przyjaciółkę. Sennie spała, słodko wyglądała. Wstałam, umyłam twarz, poszłam na dół nakarmić kota i rybki, ugotowałam ryż i siadłam przed telewizorem. Jadłam sam, samiutki ryż, bez niczego. Lubiłam taki. Odłożyłam brązową miseczkę ze śniadaniem i pałeczkami w środku na stół i wzięłam notes leżący na stole, wyrwałam, jedną kartkę i zanotowałam:
Zakupy:
- mleko
- chipsy
- czekolada
- długopis
- mydło
- witaminy dla Rotatey
- Coca cola
- orzeszki
Pamiętać:
- -odwiedzić Rotę rano i wieczorem!!
Przyłożyłam kartkę z notatkami na lodówkę i przyczepiłam magnesem. Spojrzałam na czarny zegar ścienny, była 6:19. Poszłam na górę, aby jeszcze raz umyć twarz. Było mi gorąco, środek lata, 37 stopni. Myślałam, że umrę, było zbyt ciepło. W Falatte wiosna, czy zima były fantastyczne. Jesienią, kiedy padał deszcz, nie było błota, w zimę nie jest bardzo zimno, a wiosna jest wręcz idealna. A lato...lato...w sumie też jest w miarę, ale ja stanowczo wolę chłód.
Weszłam do pokoju, Sennie jeszcze spała. Nudziło mi się, więc wyjęłam album ze zdjęciami i zaczęłam je oglądać. Na wielu byłam razem Sennie, mało z Hitahi, bo głównie ona robiła zdjęcia, chyba z 17 fotografii z nią miałam. A album liczył 500 stron...to trochę mało jak na taką przestrzeń, pomijam fakt, że album był prawie pełny. Zostało jeszcze 137 wolnych stron. Po przejrzeniu zdjęć, wpadłam na pewien pomysł... Odłożyłam na biurko album, wyjęłam aparat i zrobiłam Sennie parę fotek. Wyglądała przesłodko! Jak małe kociątko, nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zeszłam na dół, pstryknęłam parę fotek Terrie i moim rybcią. Wszystkie z nich miały imiona. Miałam 6 welonek - Lilia, Amanda, Frotka, Loreen, Lady, Huitre - oraz 4 brzanki różowe - Akar, Ami, Lam, Tero - i 5 neonków - Ki, Ne, Loy, Titi - i jedną akarę pomarańczopłetwą o imieniu PerSen oraz jedną tęczankę trójpręgą o imieiu Yuri. Nie tylko ja miałam rybki. Moi rodzice też je mają, a dokładnie 8 rybek, po jednym z każdego rodzaju - głupik pawie oczko nazywał się Hayje, gurami dwuplamisty - dwupalmy miał na imię Jurt, gurami mozaikowy to Okitibo, kirysek albinos to White, kirysek karłowaty - sierpopalmy (to mój ulubiony) nazywa się Uran, kirysek lamparci to Uno, głowaczyk barwny to Butterfly, labeo - grubowarg dwubarwny miał na imię Okazaki, a miedzik obrzeżony to Tibi, uwielbiałam te rybki. Sama chciałam sobie kupić do osobnego akwarium dwie pielęgnice pawiookie - oskary, tak właśnie bym je nazwała, a Sennie na urodziny paletkę dyskowca, bo są urocze, pielęgniczkę ramireza, proporczykowca gardnera, pielęgnicę zebrę, pielęgniczkę agassisa, pyszczaka saulosi, rumika szklistego i tęczankę neonową. Wiem, dużo, ale nie warto kupować...przykładowo trzech ryb, bo to za mało, a one i tak są już niewielkie! Dlatego urozmaiciłabym nasz dom w więcej kolorowych rybek. Bardzo je lubię. Co prawda nie znam się na nich idealnie, ale znam mnóstwo gatunków ryb!
Dzisiaj nie chciałam nigdzie wychodzić. Ale musiałam. Do Roette i po drodze na malutkie zakupy. Przychodziłam do Roty, bo ona musi dużo leżeć w łóżku, może wychodzić tylko, żeby otworzyć nam drzwi lub iść do toalety - jest chora. Ona jest baaardzo podatna na choroby, więc nie może się wychładzać i musi codziennie brać witaminy.
-Która? - wymruczała na wpół śpiąca Sennie, w czasie gdy ja wyjęłam dosłownie pół swojej szafy po pokoju.
-No właśnie też nie wiem, czy ta różowa sukienka, czy ten komplet. A ty? Jak myślisz? - zapytałam nie odrywając wzroku od koralowej sukienki na ramiączkach bez dekoltu, ale korciła mnie czerń koszulki z delikatnego, trochę prześwitującego materiału i jasne, potargane jeansy.
-Nie! Ty głupia ty, która godzina się pytam! - rzuciła we mnie poduszką.
-Ała! - wcale mnie to nie bolało, ale nie chciałam, żeby pomyślała, że ja kompletnie ignoruję...wiem, mój mózg nie pracuje tak jak powinien... - Jest...yyy...czekaj...siódma trzy.
-Yyyyyychhhh...ja nie chcę nigdzie wychodzić! - jęczała, nakrywając twarz poduszką.
-Ja też nie, ale mam pomysł. Ty śpij, wyleż się w łóżku cały dzień, ja pójdę do Roty i na małe zakupy. - zasugerowałam z uśmiechem, można by powiedzieć, że ironicznie, ale to było szczere.
-Mnie to pasuje. - powiedziała, po czym wstała, poprawiła kołdrę i poduszki i poszła na boso umyć twarz i zęby. Po chwili przyszła i położyła się do swego "łoża". Ja po cichu wybierałam pomiędzy stertą ubrań, kompletnie nie wiedziałam co na siebie włożyć. Tak, tak. Dylematy kobiety...ale nie o to mi teraz chodziło. Nie chciałam się ugotować na dworze, a z drugiej strony, nie chcę się przeziębić. Dodatkowo nie wiem jakie buty założyć, a mam ich sporo. Ostatecznie wybrałam koralową sukienkę i wysokie sandały z czarną gumką. Do tego przepaska w takim samym kolorze i torebka pasująca do zestawu. Byłam gotowa. Mogłam pokazać się ludziom.
-To ja idę, będę około dziesiątej, potem c a ł y dzień dla nas. - powiedziałam zadowolona.
-Okej. Po drodze jak będziesz to kup mi koktajl mleczny o smaku truskawkowym.
-Kupię, kupię. Pa!
Zeszłam na dół, wzięłam kartkę z lodówki i otworzyłam okno w salonie. Podlałam kwiatki w błyskawicznym tempie i wyszłam z domu. Dźwięk zamka i szeleszczenie kluczy wkładanych do czarnej torebki z kokardą tyle po mnie.
Minęłam warzywniak, wstąpiłam do sklepu kupić to co było na mojej liście i poszłam do apteki po witaminy, a potem do kiosku obok domu Roty, po ten nieszczęsny długopis. Miałam milion pisaków, ołówków, długopisów i innych takich w różnych kolorach, ale potrzebowałam akurat w kolorze niebieskim, a oczywiście go nie miałam, bo ostatni mi się wypisał. Kupiłam wszystko co potrzebowałam i dodatkowo śliczne, czarne okulary przeciwsłoneczne. Zbliżałam się do domu Roette. Zanim weszłam okrążyłam jej dom trzy razy, a potem zapukałam.
-Cześć! - widocznie ucieszona, otworzyła mi drzwi.
-Hej!
-Proszę wejdź. Ale! Masz mleko?
-Mam.
-To wchodź. Ale daj mleko. Taka mała przepustka. - uśmiechnęła się.
-Haha. - zaśmiałam się. Podałam jej mleko. Chciało mi się pić...ale niezbyt chciało otwierać dwu litrową Colę. Weszłam, położyłam torbę na fotel, będący blisko drzwi, zdjęłam buty, założyłam ciapy - pandy i skoczyłam pod koc na kanapę.
-Chcesz coś do picia?
-Właśnie miałam się pytać. Kawę z mlekiem, możesz? Znaczy...eee...czy ja mogę. Sobie zrobić...tę kawę... - opamiętałam się. Przecież przyszłam do niej, żebym to ja jej pomagała, a nie ona mnie, ona miała leżeć w łóżku!
-Pewnie, że tak! Czuj się jak u sie...albo lepiej nie...bo wy macie kota, lepiej nie czuj. - zaśmiała się. Lubiłam jej humor, była zawsze taka szczęśliwa. Też się roześmiałam, po czym wstałam i zrobiłam nam kawy z mlekiem, a ona w tym czasie położyła się do łóżka. Miała ciemno w pokoju, bo zasłoniła rolety, nie chciała mieć światła, wolała ciemność. Podejrzewałam ją o migrenę, ale podobno nie miała. Weszłam do pokoju, położyłam na biurku kawę i podałam jej filiżankę.
-Mmm...z pianką. Uwielbiam cię. - szybko napiła się gorącej kawy.
-Nie ma za co. - mrugnęłam. - A wiesz co, mam dla ciebie witaminy w torebce.
-Dzięki.
-Spoko.
Dalej już gadałyśmy o...ładnie mówiąc "pierdołach i bzdetach". O ciuchach, o chłopakach, o zwierzakach...o wszystkim! Nawet był temat o "tańczących ziemniakach, surówkach i bananach"...ale mniejsza z tym... to co zdarzyło się chwile po tym, zaskoczyło mnie totalnie.
-Pershie, wiesz...mam coś dla ciebie...zamknij oczy. - posłusznie wykonałam polecenie, gdy je otworzyłam mym oczom ukazało się złote pudełeczko z kokardką.-To dla ciebie...tak "bez" okazji. No dalej, otwórz. - delikatnie poniosłam..."to takie co się zamyka" i to co było w środku mnie zaskoczyło.
-Ale...dlaczego? Dziękuję, ja...ja...nie wiem co powiedzieć, dziękuję! - objęłam przyjaciółkę, łzy napłynęły mi do oczu.
-Dla Sennie mam taki sam, ale nie przyszła, właśnie, dlaczego? Nie ważne, mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. - zastanawiała się długo co powiedzieć, a ja ściskałam w dłoni mój wisiorek od Roatte.
![]() |
| Słodki wisiorek w kształcie nieskończoności, z prawdziwego złota. Bardzo się błyszczy. |
Po długiej rozmowie, ponad 300 zużytych chusteczkach higienicznych w końcu nadszedł czas, abym wróciła do domu.
-To pa, obiecałam Sennie, że będę około dziesiątej, jeszcze raz dziękuję za miło spędzony czas i za piękny wisiorek. - przytuliłam Roette.
-Nie ma za co, to ja dziękuję, wcale nie musiałaś tu przychodzić, a przychodzisz, dziękuję.
-Jesteśmy przyjaciółkami, co nie? - mrugnęłam do niej znacząco.
-Tak! - przytuliła mnie raz jeszcze.
-Ok, ja muszę już naprawdę lecieć, bo Sennie chciała koktajl mleczny truskawkowy, a w poniedziałek po dziesiątej może nie być. To pa jeszcze raz! - oddaliłam się trochę od jej drzwi wejściowych.
-Paa! - pomachała. Zrobiłam to samo.
Stałam przy kasie, czekałam aż kelnerka poda mi ten koktajl mleczny dla Sennie.
- Dziękuję. Do widzenia! - odeszłam z napojem zadowolona, że udało mi się go nabyć.
-Ja również, do widzenia. - powiedziała kelnerka. Lubiłam ją, była bardzo miła. I ładna. Miała krótkie, blond włosy, granatowe oczy i ciemne usta.
Wyszłam z kafejki i poszłam w stronę naszego domu.
Wyszłam z kafejki i poszłam w stronę naszego domu.
Było bardzo jasno...i bardzo gorąco. Szłam alejką w cieniu drzew. Słońce usilnie przedzierało się przez małe, zieloniutkie listki brzóz. Wiatr niósł za sobą woń poranka. Było coś około 9:42. Usiadłam chwilę na ławce, wdychając świeże powietrze, napawając smakiem lata poprawiłam przepaskę i wzięłam łyka koktajlu dla Sennie.
-Mmmm...świeże truskawki...jako jeden z ostatnich koktajli...heh, ma się te szczęście. - uśmiechnęłam się pod nosem. Co prawda miałam już iść do domu, ale do dziesiątej było jeszcze trochę czasu, więc poszłam do budki z lodami.
-Dzień dobry, poproszę rożka śmietankowego, z polewą wiśniową i z kolorową posypką. Ile płacę? - powiedziałam jednym tchem tak szybko, że sprzedawca lodów chyba nic nie zrozumiał.
-Z jaką to miało być posypką? - zapytał polewając loda polewą.
-Z kolorową. - uśmiechnęłam się. - Ile płacę? - powtórzyłam.
-3,50 € - podał mi loda, a ja wyjęłam 4 € i wręczyłam mu pieniądze.
-Reszty nie trzeba. - powiedziałam i chowając portfel oddaliłam się od niego.
-0,50 € nie majątek...-pomyślałam wchodząc na alejkę główną liżąc loda. Musiałam oblizać kropelki spływające po ciastku, aby nie ubrudzić ręki. Byłam już parę metrów od naszego domu.
Zjadłam loda, więc mogłam swobodnie poruszać rękami. Wyjęłam z torebki klucze i włożyłam je w zamek. Otworzyłam drzwi, po czym schowałam klucze z powrotem do torebki. Weszłam do domu, zdjęłam buty. Rzuciłam torebkę na fotel, niedaleko półki z książkami i poszłam na górę. Delikatnie uchyliłam drzwi. Sennie spała. Nie miałam zamiaru jej budzić, więc zdjęłam opaskę, schowałam ją do szuflady, położyłam bransoletkę na komodę i zdjęłam sukienkę. Odwiesiłam ją z powrotem do szafy i ubrałam lekką, białą bluzkę i żółtą spódniczkę. Lubiłam ją, wiele osób uważało, że ładnie na mnie leży, nawet ja sama tak myślałam. Sądziłam, że ubranie nie musi być piękne, ważne, żeby pasowało i ładnie wyglądało na ciele, aniżeli na wieszaku.
-Śpisz? - wyszeptałam. Odpowiedziała mi cisza, więc uważałam, że tak. Senni ubóstwiała spanie. Mogłaby tak cały dzień, a ja wręcz przeciwnie. Zawsze budziłam się o 5-6 rano, niekiedy nawet o 4. Najdalej mogłam spać do 9, a w weekendy do 7. Taki mój mały "zegar" poranny. Nie potrzebuję nawet budzika.
Było tak gorąco...nic mi się nie chciało. Siedziałam w salonie, przy otwartym oknie, wygodnie usadowiona w stylowym, beżowym, skórzanym fotelu, z ciemnobrązową i jasnobrązową poduszką. Czytałam książkę, a dokładnie VI tom serii "Biały Kruk i Czarny Łabędź" Eriki Wenner.
Pochłonięta w smutną opowieść o czarnowłosej dziewczynie bacznie śledziłam jej losy...to było piękne i smutne...
-Co czytasz? - Sennie zapytała stojąc w kuchni. Ja milczałam. Cały mój humor utopił się wraz z ową istotą. Jestem bardzo empatyczna oraz ulegam wszelkim humorom. Przykładowo obejrzę jakiś film...od razu chcę być jak ten bohater, albo...czytam książkę i przeżywam losy bohatera, jakbym nim była.
-Pershie? A Pershie, dać ci preparowany ryż w czekoladzie? Mmmmm...pycha! - pomachała mi opakowaniem przed oczami. wiedziała, że to lubię. - Nie? A może popcorn...ale w toffie! - pokazała opakowanie. - Co ty...o nie! Znowu to czytasz! Chyba zabronię ci kupowanie tej serii, przez trzy dni miałaś czarny humor i ubierałaś się jak gothic i w ogóle cytowałaś jakieś smęty...nawet chciałaś włosy na czarno farbować! - oburzona wyrwała mi książkę, włożyła liniuszek tam, gdzie skończyłam czytać i włożyła do półki, tam gdzie była reszta tomów, jednakoż ja byłam niższa niż ona, więc aby dosięgnąć owe książki musiałam przysuwać stoliczek. Byłam pewna, że mi go zabierze.Ona stała nade mną, a ja nadal siedziałam.
-Pershie, proszę cię...spędźmy miło czas. - uśmiechnęła się. - Bez żadnych horrorów i historii. - powiedziała tym razem poważnie.Spojrzałam jej prosto w oczy. Stała w piżamie oparta ręką o fotel, na którym siedziałam. Patrzyłam się na nią bardzo długo, po czym wstałam lekko i pocałowałam ją. Przyciągnęłam ją do siebie i namiętnie całowałam, obdarowując ją najcieplejszym i najszczerszym uczuciem. Nie stawiała zbytniego oporu, ale też nie była zbyt aktywna...była nieśmiała, ale liczyłam, że podziela moje uczucia. Była, bardzo podniecona owym zajściem.
-Per....shie... - powiedziała niemalże się dusząc. - Czee...cze...kaj.. - przerwała. -Muszę...muszę...chwilę odetchnąć. - Dyszała. W tym czasie ja delikatnie muskałam ją językiem od ucha w stronę biustu. Podniosła moją głowę i patrząc mi prosto w oczy zaczęła całować. Byłam szczęśliwa. Czułam, że to jest to coś. Nigdy się nie całowałam i nigdy nie zakochałam się na poważnie w chłopaku, prędzej tylko zauroczenie. Nigdy nie czułam takiego czegoś do kogokolwiek.
-Se...seee...Sennie...ja... - przerwałam. - Ja cię kocham. - spuściłam głowę oszołomiona tym, co zrobiłam. Co ja sobie myślałam? Że moja przyjaciółka, którą znam od 17 lat od tak po prostu się we mnie zakocha...jak ja w niej?
-Pershie...ja też cię kocham. - powiedziała a ja jak na rozkaz podniosłam gwałtownie głowę. Spojrzałam na nią poważnie. Zbliżyła swoją głowę...pocałowała mnie delikatnie, a później wsadziła język do ust. Całowałyśmy się baaardzo długo i namiętnie. Przerwałam rozkoszną chwilę.
-Cz-cz-czekaj...-patrzyłam na nią zmęczona. Zbliżyłam usta do jej ucha i najsłodziej jak potrafiłam wyszeptałam - Chodźmy na górę... - Sennie bez słowa wstała i podała mi rękę. Podniosła moją nogę na wysokości swoich bioder. Uniosła mnie lekko. Przytuliłam się do niej, splotłam nogi i zaczęłam całować ją dalej. Zaniosła mnie na górę. Byłam lekka, mała, a ona silna i wysoka. Posadziła mnie na łóżku. Objęłam ją za szyję i lekko przyciągnęłam do siebie. Położyłam ją na łóżku, a potem usiadłam okrakiem na jej nogach. Zaczęłam ściągać jej bluzkę, biustonosz. Zdjęłam swoją bluzkę i zaczęłam ją całować dalej. Potem przeżyłam najlepsze chwile mojego życia. Z moją kochaną Sennie.
Był środek nocy. Stałam w oknie, wpatrując się w księżyc. Jego blask oświetlał niemalże całą okolicę. Pięknie. Wspominałam to co działo się przed chwilą. Sennie teraz spała, a ja wstałam na chwilę napić się wody. Teraz chciałam chwilę pomyśleć. Naprawdę ją kocham. Naprawdę. Cichutko i delikatnie położyłam się obok niej. Zaczęłam muskać palcem jej rękę, całować ją i przytulać. Potem w końcu przytulone do siebie zasnęłyśmy.
"Aniele ciemności, zabierz mnie z tego miejsca, ażebym już nigdy nie zaznała cierpienia...nie uroniła najmniejszej łzy, dławiąc się goryczą smutku i gorzkim smakiem okrutnego cierpienia. Nie chcę już krwawić z powodu bólu jaki zadają mi ludzie, nie chcę być traktowana niegodnie, przecież też jestem człowiekiem! Wolę umrzeć! Wolę zostać pogrzebana w piachu! Wolę się powiesić, lub zginąć w pożarze...wszystko, aby móc cieszyć się wolnością, aby móc uciec od ponurej szarości dnia... zły omen opętał to miasto, zabierz mnie, zabierz! Proszę Cię tylko o jedną rzecz...zabierz mnie stąd. - Stojąc przed kruczoczarną rzeką Elisabeth ze łzami w oczach błagała, aby jej żywot zakończył się tu i teraz. Pragnęła śmierci. Jakoby stała na końcu mostu życia, a z drugiej strony była ta osoba, która wyrządziła jej najwięcej cierpień i krzywd. Stała z nożem w ręce i powoli dźgała linę podtrzymującą most, wierząc, że to jej serce... Elisabeth stała i czekała, aż runie na ziemię razem ze wszelkimi smutkami, że skończy się jej całe piekło. Czekała. Tak naprawdę nadal była nad rzeką. Powoli ruszała naprzód. Coraz głębiej i głębiej...aż most się zawalił. Niczym zamek z piasku...
Ona była Czarnym Łabędziem, a On Białym Krukiem."
Pochłonięta w smutną opowieść o czarnowłosej dziewczynie bacznie śledziłam jej losy...to było piękne i smutne...
-Co czytasz? - Sennie zapytała stojąc w kuchni. Ja milczałam. Cały mój humor utopił się wraz z ową istotą. Jestem bardzo empatyczna oraz ulegam wszelkim humorom. Przykładowo obejrzę jakiś film...od razu chcę być jak ten bohater, albo...czytam książkę i przeżywam losy bohatera, jakbym nim była.
-Pershie? A Pershie, dać ci preparowany ryż w czekoladzie? Mmmmm...pycha! - pomachała mi opakowaniem przed oczami. wiedziała, że to lubię. - Nie? A może popcorn...ale w toffie! - pokazała opakowanie. - Co ty...o nie! Znowu to czytasz! Chyba zabronię ci kupowanie tej serii, przez trzy dni miałaś czarny humor i ubierałaś się jak gothic i w ogóle cytowałaś jakieś smęty...nawet chciałaś włosy na czarno farbować! - oburzona wyrwała mi książkę, włożyła liniuszek tam, gdzie skończyłam czytać i włożyła do półki, tam gdzie była reszta tomów, jednakoż ja byłam niższa niż ona, więc aby dosięgnąć owe książki musiałam przysuwać stoliczek. Byłam pewna, że mi go zabierze.Ona stała nade mną, a ja nadal siedziałam.
-Pershie, proszę cię...spędźmy miło czas. - uśmiechnęła się. - Bez żadnych horrorów i historii. - powiedziała tym razem poważnie.Spojrzałam jej prosto w oczy. Stała w piżamie oparta ręką o fotel, na którym siedziałam. Patrzyłam się na nią bardzo długo, po czym wstałam lekko i pocałowałam ją. Przyciągnęłam ją do siebie i namiętnie całowałam, obdarowując ją najcieplejszym i najszczerszym uczuciem. Nie stawiała zbytniego oporu, ale też nie była zbyt aktywna...była nieśmiała, ale liczyłam, że podziela moje uczucia. Była, bardzo podniecona owym zajściem.
-Per....shie... - powiedziała niemalże się dusząc. - Czee...cze...kaj.. - przerwała. -Muszę...muszę...chwilę odetchnąć. - Dyszała. W tym czasie ja delikatnie muskałam ją językiem od ucha w stronę biustu. Podniosła moją głowę i patrząc mi prosto w oczy zaczęła całować. Byłam szczęśliwa. Czułam, że to jest to coś. Nigdy się nie całowałam i nigdy nie zakochałam się na poważnie w chłopaku, prędzej tylko zauroczenie. Nigdy nie czułam takiego czegoś do kogokolwiek.
-Se...seee...Sennie...ja... - przerwałam. - Ja cię kocham. - spuściłam głowę oszołomiona tym, co zrobiłam. Co ja sobie myślałam? Że moja przyjaciółka, którą znam od 17 lat od tak po prostu się we mnie zakocha...jak ja w niej?
-Pershie...ja też cię kocham. - powiedziała a ja jak na rozkaz podniosłam gwałtownie głowę. Spojrzałam na nią poważnie. Zbliżyła swoją głowę...pocałowała mnie delikatnie, a później wsadziła język do ust. Całowałyśmy się baaardzo długo i namiętnie. Przerwałam rozkoszną chwilę.
-Cz-cz-czekaj...-patrzyłam na nią zmęczona. Zbliżyłam usta do jej ucha i najsłodziej jak potrafiłam wyszeptałam - Chodźmy na górę... - Sennie bez słowa wstała i podała mi rękę. Podniosła moją nogę na wysokości swoich bioder. Uniosła mnie lekko. Przytuliłam się do niej, splotłam nogi i zaczęłam całować ją dalej. Zaniosła mnie na górę. Byłam lekka, mała, a ona silna i wysoka. Posadziła mnie na łóżku. Objęłam ją za szyję i lekko przyciągnęłam do siebie. Położyłam ją na łóżku, a potem usiadłam okrakiem na jej nogach. Zaczęłam ściągać jej bluzkę, biustonosz. Zdjęłam swoją bluzkę i zaczęłam ją całować dalej. Potem przeżyłam najlepsze chwile mojego życia. Z moją kochaną Sennie.
Był środek nocy. Stałam w oknie, wpatrując się w księżyc. Jego blask oświetlał niemalże całą okolicę. Pięknie. Wspominałam to co działo się przed chwilą. Sennie teraz spała, a ja wstałam na chwilę napić się wody. Teraz chciałam chwilę pomyśleć. Naprawdę ją kocham. Naprawdę. Cichutko i delikatnie położyłam się obok niej. Zaczęłam muskać palcem jej rękę, całować ją i przytulać. Potem w końcu przytulone do siebie zasnęłyśmy.
