niedziela, 9 marca 2014

Przyjaciółki...?


   Pershie


   Obudziłam się. Poniedziałek, piąta rano.
-Dlaczego budzę się tak wcześnie do cholery!? - zirytowana popatrzyłam na przyjaciółkę. Sennie spała, słodko wyglądała. Wstałam, umyłam twarz, poszłam na dół nakarmić kota i rybki, ugotowałam ryż i siadłam przed telewizorem. Jadłam sam, samiutki ryż, bez niczego. Lubiłam taki. Odłożyłam brązową miseczkę ze śniadaniem i pałeczkami w środku na stół i wzięłam notes leżący na stole, wyrwałam, jedną kartkę i zanotowałam:

Zakupy:

  • mleko
  • chipsy
  • czekolada
  • długopis
  • mydło
  • witaminy dla Rotatey
  • Coca cola
  • orzeszki
Pamiętać:
  • -odwiedzić Rotę rano i wieczorem!!

Przyłożyłam kartkę z notatkami na lodówkę i przyczepiłam magnesem. Spojrzałam na czarny zegar ścienny, była 6:19. Poszłam na górę, aby jeszcze raz umyć twarz. Było mi gorąco, środek lata, 37 stopni. Myślałam, że umrę, było zbyt ciepło. W Falatte wiosna, czy zima były fantastyczne. Jesienią, kiedy padał deszcz, nie było błota, w zimę nie jest bardzo zimno, a wiosna jest wręcz idealna. A lato...lato...w sumie też jest w miarę, ale ja stanowczo wolę chłód.
   Weszłam do pokoju, Sennie jeszcze spała. Nudziło mi się, więc wyjęłam album ze zdjęciami i zaczęłam je oglądać. Na wielu byłam razem Sennie, mało z Hitahi, bo głównie ona robiła zdjęcia, chyba z 17 fotografii z nią miałam. A album liczył 500 stron...to trochę mało jak na taką przestrzeń, pomijam fakt, że album był prawie pełny. Zostało jeszcze 137 wolnych stron. Po przejrzeniu zdjęć, wpadłam na pewien pomysł... Odłożyłam na biurko album, wyjęłam aparat i zrobiłam Sennie parę fotek. Wyglądała przesłodko! Jak małe kociątko, nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zeszłam na dół, pstryknęłam parę fotek Terrie i moim rybcią. Wszystkie z nich miały imiona. Miałam 6 welonek - Lilia, Amanda, Frotka, Loreen, Lady, Huitre - oraz 4 brzanki różowe - Akar, Ami, Lam, Tero - i 5 neonków - Ki, Ne, Loy, Titi - i  jedną akarę pomarańczopłetwą o imieniu PerSen oraz jedną tęczankę trójpręgą o imieiu Yuri. Nie tylko ja miałam rybki. Moi rodzice też je mają, a dokładnie 8 rybek, po jednym z każdego rodzaju - głupik pawie oczko nazywał się Hayje, gurami dwuplamisty - dwupalmy miał na imię Jurt, gurami mozaikowy to Okitibo, kirysek albinos to White,  kirysek karłowaty - sierpopalmy (to mój ulubiony) nazywa się Uran, kirysek lamparci to Uno, głowaczyk barwny to Butterfly, labeo - grubowarg dwubarwny miał na imię Okazaki, a miedzik obrzeżony to Tibi, uwielbiałam te rybki. Sama chciałam sobie kupić do osobnego akwarium dwie pielęgnice pawiookie - oskary, tak właśnie bym je nazwała, a Sennie na urodziny paletkę dyskowca, bo są urocze, pielęgniczkę ramireza, proporczykowca gardnera,  pielęgnicę zebrę, pielęgniczkę agassisa, pyszczaka saulosi,  rumika szklistego i  tęczankę neonową. Wiem, dużo, ale nie warto kupować...przykładowo trzech ryb, bo to za mało, a one i tak są już niewielkie! Dlatego urozmaiciłabym nasz dom w więcej kolorowych rybek. Bardzo je lubię. Co prawda nie znam się na nich idealnie, ale znam mnóstwo gatunków ryb!
   Dzisiaj nie chciałam nigdzie wychodzić. Ale musiałam. Do Roette i po drodze na malutkie zakupy. Przychodziłam do Roty, bo ona musi dużo leżeć w łóżku, może wychodzić tylko, żeby otworzyć nam drzwi lub iść do toalety - jest chora. Ona jest baaardzo podatna na choroby, więc nie może się wychładzać i musi codziennie brać witaminy.
-Która? - wymruczała na wpół śpiąca Sennie, w czasie gdy ja wyjęłam dosłownie pół swojej szafy po pokoju.
-No właśnie też nie wiem, czy ta różowa sukienka, czy ten komplet. A ty? Jak myślisz? - zapytałam nie odrywając wzroku od koralowej sukienki na ramiączkach bez dekoltu, ale korciła mnie czerń koszulki z delikatnego, trochę prześwitującego materiału i jasne, potargane jeansy.
-Nie! Ty głupia ty, która godzina się pytam! - rzuciła we mnie poduszką.
-Ała! - wcale mnie to nie bolało, ale nie chciałam, żeby pomyślała, że ja kompletnie ignoruję...wiem, mój mózg nie pracuje tak jak powinien... - Jest...yyy...czekaj...siódma trzy.
-Yyyyyychhhh...ja nie chcę nigdzie wychodzić! - jęczała, nakrywając twarz poduszką.
-Ja też nie, ale mam pomysł. Ty śpij, wyleż się w łóżku cały dzień, ja pójdę do Roty i na małe zakupy. - zasugerowałam z uśmiechem, można by powiedzieć, że ironicznie, ale to było szczere.
-Mnie to pasuje. - powiedziała, po czym wstała, poprawiła kołdrę i poduszki i poszła na boso umyć twarz i zęby. Po chwili przyszła i położyła się do swego "łoża". Ja po cichu wybierałam pomiędzy stertą ubrań, kompletnie nie wiedziałam co na siebie włożyć. Tak, tak. Dylematy kobiety...ale nie o to mi teraz chodziło. Nie chciałam się ugotować na dworze, a z drugiej strony, nie chcę się przeziębić. Dodatkowo nie wiem jakie buty założyć, a mam ich sporo. Ostatecznie wybrałam koralową sukienkę i wysokie sandały z czarną gumką. Do tego przepaska w takim samym kolorze i torebka pasująca do zestawu. Byłam gotowa. Mogłam pokazać się ludziom.
-To ja idę, będę około dziesiątej, potem c a ł y dzień dla nas. - powiedziałam zadowolona.
-Okej. Po drodze jak będziesz to kup mi koktajl mleczny o smaku truskawkowym.
-Kupię, kupię. Pa!
Zeszłam na dół, wzięłam kartkę z lodówki i otworzyłam okno w salonie. Podlałam kwiatki w błyskawicznym tempie i wyszłam z domu. Dźwięk zamka i szeleszczenie kluczy wkładanych do czarnej torebki z kokardą tyle po mnie.
   Minęłam warzywniak, wstąpiłam do sklepu kupić to co było na mojej liście i poszłam do apteki po witaminy, a potem do kiosku obok domu Roty, po ten nieszczęsny długopis. Miałam milion pisaków, ołówków, długopisów i innych takich w różnych kolorach, ale potrzebowałam akurat w kolorze niebieskim, a oczywiście go nie miałam, bo ostatni mi się wypisał. Kupiłam wszystko co potrzebowałam i dodatkowo śliczne, czarne okulary przeciwsłoneczne. Zbliżałam się do domu Roette. Zanim weszłam okrążyłam jej dom trzy razy, a potem zapukałam.
-Cześć! - widocznie ucieszona, otworzyła mi drzwi.
-Hej!
-Proszę wejdź. Ale! Masz mleko?
-Mam.
-To wchodź. Ale daj mleko. Taka mała przepustka. - uśmiechnęła się.
-Haha. - zaśmiałam się. Podałam jej mleko. Chciało mi się pić...ale niezbyt chciało otwierać dwu litrową Colę. Weszłam, położyłam torbę na fotel, będący blisko drzwi, zdjęłam buty, założyłam ciapy - pandy i skoczyłam pod koc na kanapę.
-Chcesz coś do picia?
-Właśnie miałam się pytać. Kawę z mlekiem, możesz? Znaczy...eee...czy ja mogę. Sobie zrobić...tę kawę... - opamiętałam się. Przecież przyszłam do niej, żebym to ja jej pomagała, a nie ona mnie, ona miała leżeć w łóżku!
-Pewnie, że tak! Czuj się jak u sie...albo lepiej nie...bo wy macie kota, lepiej nie czuj. - zaśmiała się. Lubiłam jej humor, była zawsze taka szczęśliwa. Też się roześmiałam, po czym wstałam i zrobiłam nam kawy  z mlekiem, a ona w tym czasie położyła się do łóżka. Miała ciemno w pokoju, bo zasłoniła rolety, nie chciała mieć światła, wolała ciemność. Podejrzewałam ją o migrenę, ale podobno nie miała. Weszłam do pokoju, położyłam na biurku kawę i podałam jej filiżankę.
-Mmm...z pianką. Uwielbiam cię. - szybko napiła się gorącej kawy.
-Nie ma za co. - mrugnęłam. - A wiesz co, mam dla ciebie witaminy  w torebce.
-Dzięki.
-Spoko.
Dalej już gadałyśmy o...ładnie mówiąc "pierdołach i bzdetach". O ciuchach, o chłopakach, o zwierzakach...o wszystkim! Nawet był temat o "tańczących ziemniakach, surówkach i bananach"...ale mniejsza z tym... to co zdarzyło się chwile po tym, zaskoczyło mnie totalnie.
-Pershie, wiesz...mam coś dla ciebie...zamknij oczy. - posłusznie wykonałam polecenie, gdy je otworzyłam mym oczom ukazało się złote pudełeczko z kokardką.-To dla ciebie...tak "bez" okazji. No dalej, otwórz. - delikatnie poniosłam..."to takie co się zamyka" i to co było w środku mnie zaskoczyło.
-Ale...dlaczego? Dziękuję, ja...ja...nie wiem co powiedzieć, dziękuję! - objęłam przyjaciółkę, łzy napłynęły mi do oczu.
-Dla Sennie mam taki sam, ale nie przyszła, właśnie, dlaczego? Nie ważne, mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. - zastanawiała się długo co powiedzieć, a ja ściskałam w dłoni mój wisiorek od Roatte.
Słodki wisiorek w kształcie nieskończoności, z prawdziwego złota.
 Bardzo się błyszczy.
-Wiesz...jesteśmy przyjaciółkami...my we czwórkę...już baaardzo długi czas. A prospos czwórki...Hitahi i ja mamy takie same - odchyliła swoje czarne, długie włosy i zobaczyłam, że faktycznie go ma. - Ale nie ważne. No więc, jesteśmy przyjaciółkami...stwierdziłam, że podaruję wam wisiorki, na znak przyjaźni, żeby każda miała taki sam i żeby każda zawsze kochała tą drugą jak siostrę. W kształcie nieskończoności, bo chcę, by nasza przyjaźń była nieskończona! - objęła mnie za szyję. - Kocham cię siostro! - obie płakałyśmy...
   Po długiej rozmowie, ponad 300 zużytych chusteczkach higienicznych w końcu nadszedł czas, abym wróciła do domu.
-To pa, obiecałam Sennie, że będę około dziesiątej, jeszcze raz dziękuję za miło spędzony czas i za piękny wisiorek. - przytuliłam Roette.
-Nie ma za co, to ja dziękuję, wcale nie musiałaś tu przychodzić, a przychodzisz, dziękuję.
-Jesteśmy przyjaciółkami, co nie? - mrugnęłam do niej znacząco.
-Tak! - przytuliła mnie raz jeszcze.
-Ok, ja muszę już naprawdę lecieć, bo Sennie chciała koktajl mleczny truskawkowy, a w poniedziałek po dziesiątej może nie być. To pa jeszcze raz! - oddaliłam się trochę od jej drzwi wejściowych.
-Paa! - pomachała. Zrobiłam to samo. 
   Stałam przy kasie, czekałam aż kelnerka poda mi ten koktajl mleczny dla Sennie.
- Dziękuję. Do widzenia! - odeszłam z napojem zadowolona, że udało mi się go nabyć.
-Ja również, do widzenia. - powiedziała kelnerka. Lubiłam ją, była bardzo miła. I ładna. Miała krótkie, blond włosy, granatowe oczy i ciemne usta.
    Wyszłam z kafejki i poszłam w stronę naszego domu.
Było bardzo jasno...i bardzo gorąco. Szłam alejką w cieniu drzew. Słońce usilnie przedzierało się przez małe, zieloniutkie listki brzóz. Wiatr niósł za sobą woń poranka. Było coś około 9:42. Usiadłam chwilę na ławce, wdychając świeże powietrze, napawając smakiem lata poprawiłam przepaskę i wzięłam łyka koktajlu dla Sennie. 
-Mmmm...świeże truskawki...jako jeden z ostatnich koktajli...heh, ma się te szczęście. - uśmiechnęłam się pod nosem. Co prawda miałam już iść do domu, ale do dziesiątej było jeszcze trochę czasu, więc poszłam do budki z lodami.
-Dzień dobry, poproszę rożka śmietankowego, z polewą wiśniową i z kolorową posypką. Ile płacę? - powiedziałam jednym tchem tak szybko, że sprzedawca lodów chyba nic nie zrozumiał.
-Z jaką to miało być posypką? - zapytał polewając loda polewą.
-Z kolorową. - uśmiechnęłam się. - Ile płacę? - powtórzyłam.
-3,50 € - podał mi loda, a ja wyjęłam 4 € i wręczyłam mu pieniądze.
-Reszty nie trzeba. - powiedziałam i chowając portfel oddaliłam się od niego.
-0,50 € nie majątek...-pomyślałam wchodząc na alejkę główną liżąc loda. Musiałam oblizać kropelki spływające po ciastku, aby nie ubrudzić ręki. Byłam już parę metrów od naszego domu. 
   Zjadłam loda, więc mogłam swobodnie poruszać rękami. Wyjęłam z torebki klucze i włożyłam je w zamek. Otworzyłam drzwi,  po czym schowałam klucze z powrotem do torebki. Weszłam do domu, zdjęłam buty. Rzuciłam torebkę na fotel, niedaleko półki z książkami i poszłam na górę. Delikatnie uchyliłam drzwi. Sennie spała. Nie miałam zamiaru jej budzić, więc zdjęłam opaskę, schowałam ją do szuflady, położyłam bransoletkę na komodę i zdjęłam sukienkę. Odwiesiłam ją z powrotem do szafy i ubrałam lekką, białą bluzkę i żółtą spódniczkę. Lubiłam ją, wiele osób uważało, że ładnie na mnie leży, nawet ja sama tak myślałam. Sądziłam, że ubranie nie musi być piękne, ważne, żeby pasowało i ładnie wyglądało na ciele, aniżeli na wieszaku. 
-Śpisz? - wyszeptałam. Odpowiedziała mi cisza, więc uważałam, że tak. Senni ubóstwiała spanie. Mogłaby tak cały dzień, a ja wręcz przeciwnie. Zawsze budziłam się o 5-6 rano, niekiedy nawet o 4. Najdalej mogłam spać do 9, a w weekendy do 7. Taki mój mały "zegar" poranny. Nie potrzebuję nawet budzika.
   Było tak gorąco...nic mi się nie chciało. Siedziałam w salonie, przy otwartym oknie, wygodnie usadowiona w stylowym, beżowym, skórzanym fotelu, z ciemnobrązową i jasnobrązową poduszką. Czytałam książkę, a dokładnie VI tom serii "Biały Kruk i Czarny Łabędź" Eriki Wenner.


"Aniele ciemności, zabierz mnie z tego miejsca, ażebym już nigdy nie zaznała cierpienia...nie uroniła najmniejszej łzy, dławiąc się goryczą smutku i gorzkim smakiem okrutnego cierpienia. Nie chcę już krwawić z powodu bólu jaki zadają mi ludzie, nie chcę być traktowana niegodnie, przecież też jestem człowiekiem! Wolę umrzeć! Wolę zostać pogrzebana w piachu! Wolę się powiesić, lub zginąć w pożarze...wszystko, aby móc cieszyć się wolnością, aby móc uciec od ponurej szarości dnia... zły omen opętał to miasto, zabierz mnie, zabierz! Proszę Cię tylko o jedną rzecz...zabierz mnie stąd. - Stojąc przed kruczoczarną rzeką Elisabeth ze łzami w oczach błagała, aby jej żywot zakończył się tu i teraz. Pragnęła śmierci. Jakoby stała  na końcu mostu życia, a z drugiej strony była ta osoba, która wyrządziła jej najwięcej cierpień i krzywd. Stała z nożem w ręce i powoli dźgała linę podtrzymującą most, wierząc, że to jej serce... Elisabeth stała i czekała, aż runie na ziemię razem ze wszelkimi smutkami, że skończy się jej całe piekło. Czekała. Tak naprawdę nadal była nad rzeką. Powoli ruszała naprzód. Coraz głębiej i głębiej...aż most się zawalił. Niczym zamek z piasku... 
    Ona była Czarnym Łabędziem, a On Białym Krukiem."


Pochłonięta w smutną opowieść o czarnowłosej dziewczynie bacznie śledziłam jej losy...to było piękne i smutne...
-Co czytasz? - Sennie zapytała stojąc w kuchni. Ja milczałam. Cały mój humor utopił się wraz z ową istotą. Jestem bardzo empatyczna oraz ulegam wszelkim humorom. Przykładowo obejrzę jakiś film...od razu chcę być jak ten bohater, albo...czytam książkę i przeżywam losy bohatera, jakbym nim była.
-Pershie? A Pershie, dać ci preparowany ryż w czekoladzie? Mmmmm...pycha! - pomachała mi opakowaniem przed oczami. wiedziała, że to lubię. - Nie? A może popcorn...ale w toffie! - pokazała opakowanie. - Co ty...o nie! Znowu to czytasz! Chyba zabronię ci kupowanie tej serii, przez trzy dni miałaś czarny humor i ubierałaś się  jak gothic i w ogóle cytowałaś jakieś smęty...nawet chciałaś włosy na czarno farbować! - oburzona wyrwała mi książkę, włożyła liniuszek tam, gdzie skończyłam czytać i włożyła do półki, tam gdzie była reszta tomów, jednakoż ja byłam niższa niż ona, więc aby dosięgnąć owe książki musiałam przysuwać stoliczek. Byłam pewna, że mi go zabierze.Ona stała nade mną, a ja nadal siedziałam.
-Pershie, proszę cię...spędźmy miło czas. - uśmiechnęła się. - Bez żadnych horrorów i historii. - powiedziała tym razem poważnie.Spojrzałam jej prosto w oczy. Stała w piżamie oparta ręką o fotel, na którym siedziałam. Patrzyłam się na nią bardzo długo, po czym wstałam lekko i pocałowałam ją. Przyciągnęłam ją do siebie i namiętnie całowałam, obdarowując ją najcieplejszym i najszczerszym uczuciem. Nie stawiała zbytniego oporu, ale też nie była zbyt aktywna...była nieśmiała, ale liczyłam, że podziela moje uczucia. Była, bardzo podniecona owym zajściem.
-Per....shie... - powiedziała niemalże się dusząc. - Czee...cze...kaj.. - przerwała. -Muszę...muszę...chwilę odetchnąć. - Dyszała. W tym czasie ja delikatnie muskałam ją językiem od ucha w stronę biustu. Podniosła moją głowę i patrząc mi prosto w oczy zaczęła całować. Byłam szczęśliwa. Czułam, że to jest to coś. Nigdy się nie całowałam i nigdy nie zakochałam się na poważnie w chłopaku, prędzej tylko zauroczenie. Nigdy nie czułam takiego czegoś do kogokolwiek.
-Se...seee...Sennie...ja... - przerwałam. - Ja cię kocham. - spuściłam głowę oszołomiona tym, co zrobiłam. Co ja sobie myślałam? Że moja przyjaciółka, którą znam od 17 lat od tak po prostu się we mnie zakocha...jak ja w niej?
-Pershie...ja też cię kocham. - powiedziała a ja jak na rozkaz podniosłam gwałtownie głowę. Spojrzałam na nią poważnie. Zbliżyła swoją głowę...pocałowała mnie delikatnie, a później wsadziła język do ust. Całowałyśmy się baaardzo długo i namiętnie. Przerwałam rozkoszną chwilę.
-Cz-cz-czekaj...-patrzyłam na nią zmęczona. Zbliżyłam usta do jej ucha i najsłodziej jak potrafiłam wyszeptałam - Chodźmy na górę... - Sennie bez słowa wstała i podała mi rękę. Podniosła moją nogę na wysokości swoich bioder. Uniosła mnie lekko. Przytuliłam się do niej, splotłam nogi i zaczęłam całować ją dalej. Zaniosła mnie na górę. Byłam lekka, mała, a ona silna i wysoka. Posadziła mnie na łóżku. Objęłam ją za szyję i lekko przyciągnęłam do siebie. Położyłam ją na łóżku, a potem usiadłam okrakiem na jej nogach. Zaczęłam ściągać jej bluzkę, biustonosz. Zdjęłam swoją bluzkę i zaczęłam ją całować dalej. Potem przeżyłam najlepsze chwile mojego życia. Z moją kochaną Sennie.
   Był środek nocy. Stałam w oknie, wpatrując się w księżyc. Jego blask oświetlał niemalże całą okolicę. Pięknie. Wspominałam to co działo się przed chwilą. Sennie teraz spała, a ja wstałam na chwilę napić się wody. Teraz chciałam chwilę pomyśleć. Naprawdę ją kocham. Naprawdę. Cichutko i delikatnie położyłam się obok niej. Zaczęłam muskać palcem jej rękę, całować ją i przytulać. Potem w końcu przytulone do siebie zasnęłyśmy.

 



piątek, 28 lutego 2014

Tajemnica...

Pershie


   Szłyśmy przez uliczkę do domu. Było już południe. Byłam na boso, miałam mokre nogi, a japonki, które miałam zapadałyby się pod żwir.
-Fajnie było, co? - przerwałam ciszę.-Lody były pyszne.
-Tak. - odpowiedziała zamyślona.
-Sennie? Sennie?! Haaalooo? - patrzyłam na zamyśloną przyjaciółkę. Czułam lekki strach, przeszły mnie ciarki po plecach...miała taki nieobecny wzrok...bałam się, że mogło jej się coś stać. Martwiłam się.
-Tak?
-Ufff...heh, nic. - zaśmiałam się głupio zniżając głos.Dalej szłyśmy już nic nie mówiąc.
-Ciekawe, o czym ona myśli?Może...nie, to nie wchodzi w grę...a jednak! Patrzy się gdzieś daleko, nie mówi nic...zakochała się! Tak, jestem pewna! - Myślałam o Sennie.
-Sennie, ej, a...bo...ty, no wiesz, jesteśmy przyjaciółkami, powiedź o co...ehem...kogo chodzi? - wyszczerzyłam się do niej.
-Co? -stanęła. - O co Ci chodzi?
-No, wiesz. Zakochałaś się. - miałam wzrok jak sęp, czekający na swoją ofiarę. Z cierpliwością stałam i patrzyłam na nią, aż się złamie i powie o kogo chodzi.
-W nikim się nie zakochałam.
-Oj, no weź, powiedź!
-W nikim się nie zakochałam. - powtórzyła z naciskiem.
-To o co chodzi! - wkurzyłam się...powinna mi powiedzieć.
-Chcesz wiedzieć?! Chcesz? - była już lekko zdenerwowana jak i ja.
-Tak! Nie chcę, żeby między nami były tajemnice! Ale...przepraszam cię...nie chciałam cię rozgniewać... - umilkłam.
-Nie. Masz prawo wiedzieć. Chodzi o to, że ja ci o czymś nie powiedziałam. - cierpliwie czekałam, aż cisze przerwie jakaś nowa tajemnica, o której oczywiście nie wiem.-Chodzi o to, że...trudno mi to mówić, bo jesteś moją przyjaciółką...ale...
-No mów, bo już nie wytrzymam! - stałyśmy obok naszego domu, niedaleko ławeczki.
-Chodzi o to, że ja jadę na 3 dni do rodziców! - powiedziała bardzo szybko.
-Co? - ze zdziwieniem patrzyłam na jej jasną twarz. -Co? - powtórzyłam. - I o to całą drogę się do mnie nie odzywałaś? Tylko o to? To tylko trzy dni. - powiedziałam z naciskiem na "tylko".
-Aż trzy dni bez ciebie. - usiadła na ławkę. - Wiesz jak cię bardzo lubię, jesteś moją siostrą niemalże.
Jesteśmy nierozłączne, nie wytrzymam bez ciebie, będzie mnie ciekawić co robisz i w ogóle...
-Wiem. Ale przecież mogę pojechać z tobą. Jeżeli chcesz.
-Chcę! Myślałam, że idziesz do Rotatey. - powiedziała cicho.
-Miałam iść do niej na dwa dni, ale...tak w ogóle kiedy wyjazd? Bo wiesz, miałam iść się nią zająć.
-Wiem. To pojedziesz ze mną?
-Kiedy wyjazd? - ponowiłam pytanie.
-Za tydzień.
-Mamy mnóstwo czasu! Zdążymy się zająć Rotą, jutro do niej pójdziemy, okej? - uśmiechnęłam się i przytuliłam Sennie.
   Weszłyśmy do mieszkania. Czekała na nas tam mała niespodzianka...
-Terrie! - Krzyknęłyśmy na zwierzę siedzące nad wielkim akwarium z rybkami.
-Ty okropny kociaku - zdjęłam kota z komody i położyłam na ziemi. - Fe! Zły kociak, idź, fe, idź! -poganiałam kota, żeby szedł na posłanie, ale on siedział i lizał łapkę. Po chwili wstał i poszedł na swoje posłanie. Policzyłam rybki. - 17, żadnej nie zjadł.
-Uff...przepraszam cię. Mój kot, zjadłby twoje rybki...-Sennie objęła mnie w pasie i patrzyła na rybki.-Przepraszam...
-Nic się nie stało. - odwróciłam się i objęłam przyjaciółkę.
   Zjadłyśmy kolację, nakarmiłyśmy Terrie i poszłyśmy się umyć.
Myjesz włosy? Ja się w ogóle cała wykąpie. - wykrzywiłam usta w najmilszy uśmiech jaki potrafiłam zrobić i wysłałam go do Sennie.
-Jesteś urocza - zaśmiała się, ale to nie był śmiech ironiczny, chyba naprawdę tak uważała.
-Ty też. - przytuliłam ją.
-Ok, idziemy się kąpać. Bierzesz prysznic? Czy kąpiel?
-Kąpiel, po mnie możesz, jak chcesz. Będę szybko.
-Nie, wezmę prysznic, zmęczona jestem. - odparła i zdjęła ręcznik. Miała całkiem ładne kształty,delikatne rysy twarzy...w ogóle cała była zgrabna. Włosy tak ślicznie opadały jej na kark. Miała krótką fryzurę, ale odchyliła głowę i wtopiła ręce we włosy, żeby wytrzepać z nich piach. Kilka małych ziarenek upadło na podłoże w kabinie prysznicowej.Wzrok sam poleciał na jej...sporej wielkości biust.
-Boże, gdzie ja patrzę...- zła na siebie, że patrzyłam na przyjaciółkę od takiej strony, cała się zarumieniłam.
Odkręciłam kran. Czekałam aż woda wypełni około 4/6 wanny.
-Ok, to idę pod prysznic. - odpowiedziała, po czym weszła do kabiny.
-Okej. - starałam nie patrzeć się na jej nagie ciało...wiem, jesteśmy dziewczynami, nie raz kąpałyśmy się w tym samym czasie, ale nie chcę, aby Sennie pomyślała, że jestem jakaś...
- Podasz mi szampon do włosów? - z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos przyjaciółki.Nie słyszałam za wiele, bo miała odkręcony kran, a ona prysznic.
-Słucham? Nic nie słyszę! - powiedziałam głośno.
-Szampon! - Powtórzyła. Wzięłam różową buteleczkę z szamponem i otworzyłam drzwi od kabiny.
-Proszę...-podałam przyjaciółce kosmetyk. Trzymałam go w ręce, a drugą dotykałam drzwi od kabiny. Ręcznik zsunął mi się i stałyśmy przed sobą całkiem nagie. Obie wpatrywałyśmy się sobie w oczy...zastygłyśmy w bezruchu. Uwolniłam z uścisku butelkę, którą obie trzymałyśmy, zaśmiałam się pusto i powoli zsuwałam się chcąc dostać ręcznik. Szybko się owinęłam, zamknęłam jej drzwi i z twarzą czerwoną niczym dojrzała truskawka usiadłam na krawędzi wanny.Milczałyśmy. Woda wypełniła oczekiwaną przeze mnie część wanny. Weszłam.Poziom wody podniósł się, a ja, cała zatopiona w wodzie szybko namydliłam, aby nie było widać mi biustu. Upłynęło z 10 minut.
-Podasz mi ręcznik. - zapytała mnie Sennie.
-Jestem w wannie. - obydwie doskonale wiedziałyśmy co się teraz stanie. Musiała wyjść spod prysznica.
Wyłoniła się zza drzwi. Kropelki wody ociekały po jej twarzy, biuście, brzuchu, nogach...zniżyłam się w wannie, aby mnie aż tak nie widziała.Odchyliła się do tyłu i potrząsnęła włosami. Krople wody spadały na ziemię. Wzięła ręcznik i owinęła je w turban, potem wzięła drugi, większy i wycierała się powoli. Nie mogłam oderwać od niej wzroku i zanurzyłam się do poziomu nosa. Cała czerwona patrzyłam na nią, a ona już była okryta ręcznikiem. Wytarła sobie twarz, podpięła suszarkę do gniazdka i włączyła ją. W kilkadziesiąt minut była już cała sucha. Założyła bieliznę, pokremowała się balsamem, nogi kremem do stóp, a twarz specjalnym wywarem domowej roboty na cerę wrażliwą. Szczerze nie ukrywam, że patrzyłam jak potrząsa tyłkiem ruszając się po różne kosmetyki.
Wyszłam z wanny, zrobiłam dokładnie to samo co Sennie, a ona poszła w tym czasie w lekko zielonym szlafroku na dół zrobić nam kolację. Byłam sama w łazience, szybko powtórzyłam czynności przyjaciółki, tnz. osuszyłam się i pobalsamowałam. Ubrałam ciemnożółte majteczki w pionowe paski i taki sam stanik do kompletu. Senni miała identyczny na sobie, ale brązowy. Często kupowałyśmy podobne ubrania w innych kolorach. Ubrałam liliowy szlafrok i poszłam na dół.
-Mmmm...ale zapach, co to? Gorąca czekolada i gofry? Kocham Cię, chyba się ożenię z taką dobrą kucharką! - powiedziałam z uśmiechem.
-A ja z taką świetną masażystką -obie w dobrym humorze usiadłyśmy w salonie przed telewizorem.
Plan domu:
I oczywiście mnóstwo innych mebli. Jak już mówiłam, siadłyśmy na kanapie przed telewizorem, jadłyśmy gofry i piłyśmy gorącą czekoladę. Spędziłyśmy miły wieczór. 
-Pozmywam, nie musisz, wystarczy, że zrobiłaś pyszne gofry. - wyjęłam talerz z rąk Sennie.
-Dziękuję. - odparła. - Ja pójdę pościelić łóżko. 
-Dobrze, dziękuję. - wzięłam ze stołu dwa talerze, miseczkę z resztką polewy, dwa kubki, sztućce i serwetki. Włożyłam wszystko do zlewu, a zużyte chusteczki wyrzuciłam do kosza. Pozmywałam naczynia i poszłam na górę. Pogasiłam wszystkie światła, zostawiłam tylko energooszczędną, małą lampkę w przedpokoju dla kota, żeby nie zepsuł czegoś po ciemku. Delikatnie otworzyłam drzwi, żeby nie obudzić Sennie, jednakoż ona leżała na łóżku i pisała wpis do pamiętnika. 
-O, ja też napiszę - powiedziałam bardzo cichutko, po czym wyjęłam z komody swój gruby, pastelowy pamiętnik. Wyjęłam z kubka na długopisy kolorowy żelopis i usiadłam na biurku. Zaczęłam pisać. Spędziłyśmy na notowaniu chyba z 15 minut. Po skończonej pracy odłożyłam swój i Sennie obok siebie i położyłam się obok niej. Spałyśmy razem w jednym łóżku, dziewczyny to wszystko robią razem, a przecież ja lub Sennie nie będziemy spały na podłodze. Opcja spania w jednym łóżku pasowała nam obu.
-Śpisz od ściany? - zapytałam. 
-Tak, a co jutro masz zamiar robić? Chcę cię porwać na koktajl mleczny. - uśmiechnęła się.
-A to jak tak to spoko. - nie pozostałam jej dłużna. Położyła się od ściany. Miała czerwoną piżamkę ze smokiem, a przy dekolcie, nogawkach, rękawkach i zakończeniach miała czarny pasek z satynowego materiału. Zgasiłam lampkę i zajrzałam do szafy. Wyjęłam z półki jasnoszarą piżamkę z niebieskimi balonikami. Zamknęłam szafę, odchyliłam kołdrę i z błogim uczuciem wtopiłam się w puchową pościel. Zgasiłam miodową lampkę i poszłam spać. Nagle coś sobie uświadomiłam...
-Dobranoc. - wyszeptałam. Odpowiedziała mi głucha cisza. Sennie już spała, byłam z tego powodu szczęśliwa. Ja też zasnęłam.
   Następnego ranka obudziłam się o 4 rano. Wstałam, umyłam się, ubrałam w szlafrok i poszłam na dół nakarmić kota i rybki. Obejrzałam trochę telewizji, ale wyłączyłam, bo były same nudy. Była za 12 piąta.
Zrobiłam rybę w panierce, ziemniaki, surówkę z marchewką i jabłkiem. Wycisnęłam sok pomarańczowy ze świeżych (no może już nie takich świeżych, bo kupionych wczoraj rano) owoców i zaniosłam to wszystko na tacy do naszego pokoju. Położyłam na stoliku i otworzyłam okno.
-Dzień dobry. Posuń się troszkę, zjemy śniadanko. - powiedziałam po chwili, gdy przyjaciółka otworzyła swoje piękne oczy.
-Cud nie kobieta, dziękuję. - powiedziała i odsunęła się, abym mogła wejść. 
-Dzisiaj chciałaś iść ze mną na koktajl... może po drodze odwiedzimy Roette? - powiedziałam wbijając widelec w panierkę ryby.
-Okej. Kupimy jej delicje, winogrona i pare innych drobiazgów. Ponoć lody są dobre na gardło, to jej kupimy. Jaki lubi smak? Truskawkowy? - zapytała pijąc sok. - Pyszny sok. Pomarańcze z warzywniaka Tomaret?
-Z wałrzyłniaka, dłokładłnie. - zaśmiałam się z rybą w ustach. - A ty nłe chcełsz jechłać zeł młą do mojeł babłci? - zapytałam, biorąc kolejny kęs ryby.
-Chcę, pewnie, że chcę! - Sennie miała dość kultury, aby nie mówić z pełnymi ustami, nie to co ja. Zjadła swoje ziemniaki, a ja swoją surówkę.
-Mogę trochę ziemniaków? Mogę trochę surówki? - powiedziałyśmy równo, po czym zaśmiałyśmy się. Prawie udusiłam się rybą! Ale jednak było fajnie. Wymieniłyśmy się ziemniakami i surówką. Zjadłyśmy i wypiłyśmy wszystko. 
-Pozmywasz? Bo ja mogę. - oczywiście, powiedziałabym "tak", ale nie chcę, żeby przyjaciółka miała częsty kontakt z wodą. Chociaż dzieliłyśmy się obowiązkami, ( ja myłam okna, ona podłogi, ja wieszałam pranie, a ona prała itp.) to w sprawach zmywania to ja częściej to robiłam. Dlatego ja wczoraj i dzisiaj chciałam pozmywać...jak już mówiłam, wiedziałam, że nielubi wody, częściej bierze prysznic, nic kąpiel, w ogóle ma lekką "alergię" na wodę...tzn. jak długo w niej przebywa, np. moczy nogi, ręce to swędzą ją potem. Dlatego chciałam jej pomóc z tą wodą. 
-Nie, nie, nie, ja pozmywam, ty idź się umyj i uczesz. - mrugnęłam do niej. Sennie zrobiła zasugerowane czynności i zeszła na dół.
-Nakarmi...
-Tak i  podlałam roślinki, rozwiesiłam pranie...wstałam wcześnie, miałam czas. - nie dałam dokończyć przyjaciółce, wiedziałam, że będzie pytać się o rybki i kota.
-Aha, dziękuję.
-Nie ma za co. 
Poszłyśmy na górę, ubrałyśmy się. Ja założyłam farbowaną tunikę, ciemne spodnie, fioletową "kapę", a Sennie brązowy top, u góry wyszywany złotymi perełkami, czarne rurki i beżową bluzę.
   Obie wyglądałyśmy fantastycznie. Ja wolałam siedzieć w domu, ale też chciałam odwiedzić babcię i Roette. Najpierw zrobiłyśmy zakupy. Ja poszłam do warzywniaka kupić marchewkę, selera, ziemniaki, por oraz jabłka, brzoskwinie, pomarańcze i gruszki. Sennie zaś poszła do sklepu kupić jogurt, masło, chleb, dwie ryby, kurczaka, panierkę, pieprz, mąkę, delicje i inne słodkości dla Rotatey, bombonierkę dla babci i pięknego tulipana. Kupiła też misę na owoce, bo jedna nam nie wystarcza. Spotkałyśmy się przy fontannie w parku, skąd blisko do domu Roette. Sennie i Rota bardzo się lubiły, miały podobne zainteresowania, często razem biegały i kiedyś nawet u siebie spały. Ja też ją lubię, jesteśmy przyjaciółkami. My wszystkie. Kiedy byłyśmy młodsze zrobiłyśmy sobie "tajną bazę", na małej plaż, malutkiej, gdzie było kilka drzew. Zorbiłyśmy sobie tam domek na drzewie i nazwałyśmy to naszą bazą. 
   Stanęłyśmy przed żółtym domem z białym płotem. To był dom Rotatey. Zapukałyśmy.
-Cześć wy moje mordki kochane! - Rota otworzyła drzwi i uściskała nas.
-Nie zarażę się? - zapytałam 
-Nie, to tylko zatoki i chrypa...myślę, że nie. - mrugnęła. Weszłyśmy do jej domu. Mieszkała w domku parterowym. 

Usiadłyśmy na sofie przed stołem. 
-Mamy coś dla ciebie, wiemy, że to lubisz. - Sennie dała siatkę ze słodkościami, w tym lodami truskawkowymi, marmoladą, nutellą itp.
-Och, dziękuję, nie musiałyście! - zaskoczona, ale zadowolona, poszła rozpakować pyszotki do szafki.
-Potem do babci? Przejdziemy się? Szkoda brać taxi. To pół kilometra stąd.
- W sumie racja. - odpowiedziałam Sennie. W tym czasie przyszła Rota i przyniosła pyszne ciasteczka.
-Pomóc ci z herbatą? - zapytałam.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się.
-Usiądź, pogadaj z Sennie, a ja zaparzę i przyniosę gorącą herbatkę malinową, bo kupiłyśmy. Lepiej idź z nią do pokoju, niech się położy i wygrzeje, dobrze Sennie? 
-Tak jest panie komendancie. - powiedziała Sennie a Rota tarzała się po sofie ze śmiechu. Nie ukrywam, ja też się zaśmiałam, lubiłam poczucie humoru u niej. Poszły do jej pokoju, a ja zaparzyłam herbatę. W ogóle miałam się nią zająć przez dwa dni. Już miałam zanieść im herbatę i lekarstwa dla Roty, ale musiałam pilnie skorzystać z toalety. Jednak mogłam nie pić tyle coli...kiedy szłyśmy do Rotatey, wypiłam całą, małą butelkę na 2 razy. Weszłam do łazienki, zapaliłam światło, załatwiłam swoją potrzebę i umyłam ręce...znaczy, próbowałam. Odkręciłam kran i namydliłam ręce. Podłożyłam je pod wodę, dokładnie umyłam i zakręciłam kurek. Woda nie ustała. Nie wiedziałam co robić, spanikowałam. Kręciłam kurkiem długo i na wiele sposobów, aż nagle...wyrwałam go. Byłam w szoku.
-Rota mnie zabije, zepsułam jej kran! - wpadłam w totalną panikę. Zostawiłam wodę, tak jak była i wpadłam do pokoju Roty.
-Sennie, mogłabym cię prosić na chwileczkę? To nic pilnego...Rota, leż sobie, Sennie mi tylko coś pomoże, mokra...eee, znaczy głupia sprawa, zaraz wracam. - porwałam przyjaciółkę i weszłam z nią do łazienki.
-Co? Kranu nie umiesz zark...oł. A...yyy...gdzie ten taki ten no, co się go przekręca? - zapytała.
-Tu...- wyjęłam przed nią kurek, trzymałam go w ręce.
-Eeee...a jak ty toś zrobiła? Bo nie dowierzam.
-No, tak jakoś, pomóż mi! - czułam strach, Rotatey mogła mnie już nigdy nie wpuścić do domu, będzie zła do końca życia. A propos...właśnie weszła do łazienki...
-Pershie, można wiedzieć, co Ty robisz?- zapytała.
-Zakręcam kran, nie widać?
-Wyrwała kurek...-wymruczała Sennie.
-Naprawdę? Udało ci się? - była w szoku.
-Przepraszam, odkupię Ci! 
-Ależ nie, próbowałam go śrubokrętem odkręcić, chciałam tego rupiecia wymienić na nowy, bo on już jak sama widzisz, nie zakręca dokładnie wody. - wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Minęła chwila czasu, zanim Rota wymieniła kurek i naprawiła wszystko. Byłyśmy u niej trzy godziny, była już czternasta. 
- No to cześć, przyjdziemy dziś wieczorem i jutro i po jutrze i...
- Pershie, daj spokój. No to cześć! Przyjdziemy, jak to już Pershie powiedziała. -mrugnęła.
-Pa dziewczyny, dzięki za miło spędzony czas!
-Paa! - powiedziałyśmy chóralnie. Kierowałyśmy się do mojej babci. Babcia Sennie mieszkała z jej rodzicami i dziadkiem. Moja zaś, mieszkała z dziadkiem, ale na weekend pojechał do Włoch, ponieważ chciał osobiście kupić trzy piękne, drogie obrazy. Osobiście dlatego, że nigdy nie był we Włoszech i dlatego, że tak - jego zdaniem - wyjdzie taniej. Babia została, bo musiała opiekować się swoimi czterema kotami.
Właśnie do niej szłyśmy. Ktoś musiał jej pomóc, a poza tym, odwiedzałyśmy ich co weekend. Zanudziliby się tam sami. Byłyśmy już niedaleko. Wprawdzie 15 metrów od jej domu. Szybko dotarłyśmy do jej mieszkania.
-Cześć babciu! - powiedziałyśmy razem. Sennie mówiła do niej "babciu", bo byłyśmy jak jedna, wielka rodzina. Wszyscy się znali, nawet są przyjaciółmi, to taka "magiczna więź rodzinna".
-Witajcie moje panny!Wejdźcie, proszę. - odsunęła się od drzwi i gestem pokazała, abyśmy weszły do środka.
-Może chcecie pierniczka? - zapytała grzecznie.
-Dziękujemy. - poczęstowałyśmy się.
Poszłyśmy do salonu.
-Babciu, a możemy potem podlać roślinki w ogrodzie? Dużo ich masz, nie podlejesz wszystkich. - zapytałam.
-Oczywiście, dziękuję wam bardzo. - odparła. Miała na sobie różową sukienkę w kwiaty, pasującą do jej blond włosów. Szkoda by było ją ubrudzić w ogrodzie.
-A kotki gdzie? - Sennie uwielbiała się z nimi bawić.
-W sypialni, na łóżku sobie spryciule leżą. - Przyjaciółka pomknęła do sypialni pogłaskać kotki. Ja zostałam i chciałam pomóc babci. 
-Pomóc ci coś? Zrobiłaś obiad? Mogę ci ugotować, jeżeli nie zrobiłaś. W ogóle mam coś dla ciebie. - wyjęłam tulipana i bombonierkę. - Proszę.
-Och, dziękuję, jaki piękny! A co do obiadu, to zrobiłam, jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma za co. - uśmiechnęłam się.
-Co u ciebie babciu?
-A wszystko dobrze. Wstaw proszę go do wazonu, na parapecie jest. I postaw go na stole. A u ciebie złociutka? I jakbyś mogła to przynieś z kuchni misę, to wystawię czekoladki.
-Dobrze, dziękuję. - posłusznie postawiłam kwiat na stole i  poszłam do misę. -Zaraz pójdę podlać roślinki. Pomóc ci coś jeszcze? 
-Nie, to na razie tyle. Dziękuję kochanie. - przyniosłam misę i wyłożyłam czekoladki. Ja i babcia zjadłyśmy po dwie. Przyszła Sennie z kotkiem na ręce.
-Chcesz czekoladkę? - zapytała się babcia.
-No jak nie, jak tak! Dziękuję babciu. - powiedziała trzymając kotka.- Włożyłam jej czekoladkę do ust.
-Dzięki, zaraz umyję ręce i pomogę. - powiedziała. Odłożyła kotka do legowiska, a rudy zwierzak szybko pomknął na drapak. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy dwie godziny, Sennie pozywała, ja umyłam wannę i sedes, a teraz szłyśmy podlać roślinki. Babcia siedziała na krzesełku przed wejściem do ogrodu. Sięgnęłam po konewkę, napełniłam ją wodą i zaczęłam podlewać. Sennie miała za zadanie wyrwać chwasty. Robiłyśmy prace i rozmawiałyśmy z babcią. 
-Kiedy dziadek wraca? - zapytałam.
-Wczoraj wieczorem wyjechał, w rano poniedziałek wróci.
-To dobrze, prawda? A czemu kupujecie te obrazy?
-Są piękne. A w ogóle to brakuje nam tylko tych trzech obrazów z kolekcji. - babia miała cały dom w obrazach Tiija Van Glora. Kochała sztukę. Nawet sama szkicowała i malowała. Najczęściej kwiaty. Ubóstwiała je.Często też rysowała swoje koty. Miała ich cztery: Rudy kot z białym pyszczkiem to Gittroy, czarno - szary to dziewczna - Titi, kotek "panterka" miał na imię właśnie Panterka, a biały pers - Herp. 
Spędziłyśmy u babci jeszcze dwie godziny, a potem spacerkiem poszłyśmy przez skróty przez las. Przez bór droga była krótsza o połowę, ale nie było tam ścieżek od strony, którą szły. Dopiero później są dróżki, ławeczki, latarnie, fontanny. Byłyśmy już w centrum tego lasu. Musiałyśmy przejść przez strumyk. Nie był on duży, ale miał 4 metry, musiałyśmy więc umiejętnie przez niego przejść, tak, aby nie wpaść do wody, bo sięgała ona ponad kostki.
-O ironio, z drugiej strony był most, ale to z drugiej strony, żeby przejść do "serca lasu". - zmęczona z trudnością skakałam po kamieniach...w ogóle w całej rzeczce było ich mnóstwo.


Tak mniej więcej wygląda środek lasu. Oczywiście jest tam mnóstwo drzew i kwiatów.Ale mniejsza z tym.
Byłyśmy już z drugiej strony, przy ławeczkach i fontannie, usiadłyśmy chwilę.
-Zmęczyłam się, a ty? - zapytałam.
-Ech..no...-obie dyszałyśmy ciężko. kamienie były małe i daleko od siebie, musiałyśmy baaardzo ostrożnie przejść na drugą stronę.
-Idziemy? 
-No.- Szłyśmy dalej już spokojnym spacerkiem, rozmawiając o czym popadnie. 
  Byłyśmy już w centrum miasta. Było około 20, musiałyśmy się pospieszyć, bo chciałyśmy jeszcze kupić koktajl mleczny. Zdążyłyśmy nawet usiąść w kawiarni. Zamykali o 21:30, my wyszłyśmy 15 minut przed zamknięciem. Weszłyśmy do domu.
-Ufff...padam z nóg, męczący dzień.- powiedziałam zsuwając się po drzwiach aż do podłogi.
-Głodna?
-No.
-Zrobić?
-No.
-Masz siaty?
-Mam.
-Robimy?
-No.
Po naszej mega interesującej rozmowie poszłyśmy zrobić obfitą kolację. Ja ugotowałam ryż, bo akurat miałyśmy go w szafce, obrałam marchewkę, pokroiłam ogórka i zrobiłam sałatkę według mojego przepisu z:marchewką, ogórkiem, majonezem, jajkiem i tuńczykiem. Dało się zjeść, bynajmniej mi smakowało. Sennie też nie narzekała. Ale nie ważne. Ona upiekła kurczaka i miałyśmy obiado-kolację. Godzinę później nie było już nic na naszych talerzach, a my najedzone pozmywałyśmy, nakarmiłam rybki, a ona kota i poszłyśmy na górę.. Kolejny fajny dzień do opisania w pamiętniku...ale przedtem umyć twarz i ogólnie zachować higienę. 
   Skończyłyśmy opisywać nasz dzień w pamiętnikach i już miałyśmy iść spać.
-Sennie..
-Co? - wymruczała śpiąca.
-Wiesz, że o czymś...kimś zapomniałyśmy?
-Co?
-Miałyśmy wieczorem iść do Rotatey...
-O cholera. Teraz mi to mówisz?
-Dobrze, że chociaż sobie przypomniałam. - spojrzałam na zegar ścienny nad szafą. Była 22:43, za późno, aby odwiedzić przyjaciółkę...
-Zadzwonić?
-No...ale czekaj, nie śpi?
-Nie, raczej nie, ona się kładzie po 23... tak myślę.
-Nie ważne, dzwoń. - powiedziałam, po czym podałam przyjaciółce komórkę.
-Jaki ona ma...?
-79...
-A już pamiętam, dzięki.
-Nie ma za co, dosłownie, nie ma za co, bo nie dałaś mi powi...
-Cicho...halo? halo? Rota? Sorry, że tak późno...a nie śpisz, to dobrze...tak...tak, właśnie...miałyśmy przyjść, przepra...-wyrwałam telefon przyjaciółce.
-Nie mogłyśmy, sorka, byłyśmy u babci, a potem przez las...no tak, tak, skrótem...no...tak...dlatego, ale jutro będziemy i...-mówiłam bardzo szybo, a po chwilo Senni wzięła telefon.
-Halo...tak to znów ja, to jutro będziemy...tak...okej...pa...dobranoc, no papa.
-Paaa, dobranoc - nachyliłam się nad telefon, a Sennie w tym czasie odwróciła głowę. Miałam usta na wysokości jej ust...
-Nie powinnyśmy tego robić, przyjaciółki tego nie robią! - powiedziała Sennie.
-Wiem...nie powinnyśmy były...
-Jestem na nas zła!
-Ja też, ale nie mogłyśmy!
-Też coś!
-Bynajmniej zadzwoniłyśmy. - można było usłyszeć w moim głosie nutkę radości, ale  i tak byłam smutna, że zapomniałyśmy...
-Jutro trzeba będzie do niej iść.
-Wiem. Ale dzisiaj byłyśmy zmęczone i było późno. Ona rozumie, że szłyśmy przez las.
-Nom.
-Ok, chodź spać.
-Dobranoc.
-Dobranoc....co Ci powiedziała?
-Że nic się nie stało, że i tak by nam nie otworzyła, bo się kąpała a poza tym mówiła, żebyśmy jej kupiły po drodze mleko, bo jej się skończyło.
-Aha.
-Nom.
-Dobranoc.
-Dobranoc. - zasnęłyśmy.

środa, 26 lutego 2014

Plaża.


Pershie


Sobotni ranek. Wybrałam się razem z Sennie na zakupy, a potem od razu chciałam iść z nią na plażę. Po drodze kupiłyśmy sobie parę drobiazgów. Sennie ciemne okulary, pasujące do jej czarnego bikini ze złotym, cieniutkim pasem, białą sukienkę w groszki z kokardką przez pół i kremowy parasol z koronką. Ja zaś, kupiłam sobie turkusowo - białą sukienkę z lekkiego materiału i zwiewną apaszkę w kolorze miodowym z białymi plamkami. Był wakacje...my miałyśmy wolne raczej przez cały czas, w końcu dawno skończyłyśmy szkołę i byłyśmy już wolne. Zbliżałyśmy się do plaży, gadając o czym popadnie. 

-Mmmm...tak ciepło...i ten chłodny wiaterek...-rozmarzyłam się.
 -Wspaniale...tylko wiesz czego brakuje. - przyjaciółka zatrzymała się powoli. 
-LODY!!!-krzyknęłyśmy razem i podbiegłyśmy do wózka z lodami.
 -Dwa rożki śmietankowe, jeden z posypką czekoladową, a drugi z polewą wiśniową. - Sennie miała taki miły głos... uwielbiałam go. Jest moją przyjaciółką od tak dawna, a ja dopiero wczoraj się zorientowałam. I ma śliczne włosy. Tylko pozazdrościć. Zawsze chciałam mieć czerwone włosy, a ona takie miała. Krwiste. Ja wolałam jaśniejsze, ale podobno lepiej mi w fioletowych. Mam jasną cerę i ciemno fioletowe oczy, pewnie czerwony gryzłby się z nimi. Ona miała czekoladowe oczy i piękne usta, wszystko ładnie pasowało.
Z moich opinii na temat przyjaciółki wyrwał mnie nagły wstrząs.
-Halo, przepraszam, czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam? - z oburzeniem warknęłam na ciemnorudą dziewczynę która na mnie spadła.
-Wybacz mi, potknęłam się o krawężnik - powiedziała miękko.
-Ach...nic się nie stało, nerwowa jestem - zaśmiałam się pusto i z wstydem w oczach schowałam się za Sennie.
Odeszłyśmy od budki z lodami i rozłożyłyśmy koc w cieniu.
Obydwie nie lubiłyśmy słońca, ale czasami się opalałyśmy...czasami.
-Chcesz popływać? - zapytałam.
-Nie, wolę poczytać książkę. - odparła, po czym wyjęła z torby I tom serii "Inside...".
-Ja mam ochotę, ale bez ciebie to nie to samo. - uśmiechnęłam się. Sennie nie pozostała dłużna.
-Jesteś kochana, ale idź, bo ja nie chcę. - mrugnęła i pokazała zachęcająco ręką na fale morza. Mieszkałyśmy w domku nieopodal plaży, więc miałyśmy stały dostęp do wody.
-Nie, wolę zostać koło ciebie. - oparłam się o poduszkę i nałożyłam olejek na ręce. Jestem bardzo wygimnastykowana, więc dostałam do swoich pleców i w kilka chwil były już w olejku do opalania. Dzisiaj miałam ochotę nabrać trochę kolorków.
-Posmarujesz mi plecy? - zapytała Sennie, a ja ze zdziwieniem na twarzy zgodziłam się. Owszem, ja nie lubiłam się opalać, ale Sennie jest jak wampir! Ona nie znosi się opalać, a teraz to już naprawdę...bardziej nie znosiła tłustych rzeczy, a olejek do suchych nie należy.
Nałożyłam cieniutką warstwę olejku do opalania na delikatną, bladą skórę przyjaciółki. Umiem robić doskonały masaż, więc zastosowałam to na niej.
-Mmmmm....jednak to prawda, co mówiła Reotte o tym, że masz delikatne dłonie - powiedziała.
-Naprawdę tak mówiła? Bardzo mi miło - czułam, że się rumienię, robiłam jej masaż tylko trzy razy...
-Tak. Serio, jesteś świetna.
-Dziękuję - wyszeptałam jej do ucha, a ona odpłynęła. Na stówę nie spała, tylko leżała i rozmarzyła się. Położyłam się obok niej i leżałyśmy plecami do góry. Minęło 15 minut, bolała mnie głowa i czułam, że jestem brązowa jak...jak piękne oczy Sennie...czemu o niej ciągle myślę? Uzależniłam się od mojej przyjaciółki. Zaśmiałam się histerycznie sama do siebie, ale cicho, żeby nie jej nie obudzić. Zdjęłam magazyn "Youigetthe lee" z twarzy i popatrzyłam na swoje nogi...a bynajmniej próbowałam, bo zaatakowały mnie promienie słońca, kompletnie nic nie widziałam. Oparłam rękę o ten głupi magazyn, żeby móc cokolwiek dostrzec.
-Aaaaa...-byłam tłusta od olejku, zsunęła mi się ręka z gazety i opadłam na koc. Tak nieszczęśliwie, że uderzyłam głową o kamień.
-Cholera!! - wydarłam się.
-Coś się stało? - wymruczała na wpół śpiąca Sennie.
-Uderzyłam głową o kamień.
-Ojojoj. Pokaż, czy nie leci ci krew. - obejrzała tył mojej głowy - Yyy...no...s-spójrz na to z innej strony...bynajmniej masz czerwone włosy, takie jak chciałaś. - zaśmiała się.
-Co?!Boże, w torebce mam chusteczkę, wyjmij ją szybko! - nie mogłam złapać oddechu. Miałam baaardzo jasne włosy, a krew wyglądałaby okropnie.
-Uspokój się, żartowałam! - Sennie zaśmiała się cicho.
-Aleś mnie wystraszyłaś! - z paniką odpowiedziałam patrząc jej w oczy.
-Najwyżej będzie bolało, nic więcej.
-No ja myślę. - zaśmiałam się. Popatrzyłam na swoje ciało. Było może o 1,5 odcienia ciemniejsze niż wcześniej. Kurczę, dlaczego się nie opaliłam? Byłam trochę smutna. Popatrzyłam z zazdrością na ciemne, zgrabne nóżki Sennie. Były chyba o 3 odcienie ciemniejsze niż wcześniej. Ładnie się opaliła, a ja? Ech...
Kolejne 3 godziny spędziłyśmy na jedzeniu chipsów, owoców, lodów i drożdżówek i oczywiście rozmowie. Piłyśmy koktajle i coca colę.

wtorek, 25 lutego 2014

Hej!

Witajcie!


Jesteśmy przyjaciółkami, które piszą opowiadanie o dwóch dziewczynach, trochę podobnych do nas. ;)
Założycielką strony jest  gor2001, a oprawą graficzną zajęła się Natalia ;)
Mamy nadzieję, że opowiadanie pochłonie Was, tak samo jak cudowne miasto Falatte, w którym mieszkają bohaterki naszego opowiadania.
Posty będą często...może nawet codziennie.
Ale uwaga! Jeżeli nie akceptujesz związków męsko - męskich i damkso - damskich nie czytaj naszych blogów!
Pozdrawiamy i zachęcamy do czytania!
~Przyjaciółki.